
Mieliśmy okazję po piątkowym treningu porozmawiać z nowym zawodnikiem Dębu Krzysztofem Kretkowskim. Oto co nam powiedział.
- Jak to się stało, że pojawiłeś się od początku przygotowań do rundy rewanżowej w Barcinie?
- Byłem bezrobotny i szukałem klubu. Skontaktowałem się z trenerem Nowaczykiem, którego znam bo jest ojcem mojego dobrego kolegi Mateusza(piłkarz Unii Janikowo) i zapytałem czy nie jest mu potrzebny jeden emeryt(śmiech). Odpowiedział, że owszem jest zainteresowany i tak pojawiłem się w Barcinie.
- Jakie są twoje pierwsze odczucia?
- Na razie niewiele mogę powiedzieć, klub jak klub, poznaję drużynę i chłopaków oraz obyczaje. Ogólnie jest wszystko dobrze, mamy ciekawe treningi, trener wydaje mi się właściwie nas przygotowuje, teraz trzeba jedynie trenować, a później grać.
- Trudno rozmawiało się z działaczami na temat twojego kontraktu?
- Powiem szczerze, że wszystko odbyło się bardzo szybko, poczekali na moją propozycję, zaproponowałem pewne warunki i na nie przystali.
- Nie jest to piłkarska emerytura dla Ciebie? Jeszcze całkiem niedawno strzelałeś bramki na zapleczu ekstraklasy i w II lidze. Dlaczego zdecydowałeś się na grę w jedynie IV ligowym Dębie, wiemy że miałeś także inne propozycje. Wydaje się, że mógłbyś jeszcze pograć w wyższej klasie rozgrywkowej?
- Tak propozycje były, ale nie ukrywajmy mam 33 lata...
- Niedługo...
- No tak, nie dodawajmy mi roku, mam jeszcze 32 lata i myślę że jeśli będę się sportowo prowadził jak robię to dotychczas to pogram na niezłym poziomie jeszcze kilka lat.
- Za nami turniej o puchar burmistrza Barcina, gdzie po raz pierwszy miałeś okazje pokazać się barcińskiej publiczności. Na trybunach nie ukrywano podziwu dla twoich umiejętności oraz współpracy z napastnikiem Radosławem Mrozem? Wrażenia po turnieju?
- Tak można powiedzieć, że to był debiut w nowych barwach przed barcińską publicznością. Powiem szczerze że oczekiwałem na ten turniej z pewną niecierpliwością, ale też z wiarą, że możemy go wygrać. W każdym meczu staram się grać o zwycięstwo, nie lubię przegrywać, jestem typem człowieka, który nie znosi porażek. Kibice? Myślę że lubią moją grę. Jestem waleczny, nie odpuszczam i staram się dawać z siebie zawsze wszystko. A co do Radka Mroza i naszej współpracy to... nie jestem samolubem na boisku, nie gram pod siebie i drużyna może na mnie liczyć. Oczywiście przez całe życie cieszyło mnie strzelanie bramek, wykańczanie akcji, teraz chyba skupiam się na dograniu do partnerów.
- Czego się spodziewasz grając w barwach czerwono-zielonych i czego możemy spodziewać się po tobie na wiosnę, zakładasz jakąś liczbę bramek które strzelisz, asyst które zaliczysz?
- Nie bramki, nie asysty, choć oczywiście są ważne..., najważniejsze by swoją grą pomóc byśmy zdobywali jak najwięcej punktów. Przychodząc tutaj znałem cel jaki nam postawili działacze i nie jest to walka o utrzymanie. Chciałbym wygrać każdy mecz, podobnie chyba jak wszyscy związani z klubem. Będziemy grać w każdym spotkaniu o zwycięstwo, a ja postaram się ciągnąć drużynę jak się tylko da i podpowiadać pewne rzeczy, a ewentualną porażkę jeśli taka sytuacja zaistnieje przyjmę na swoje barki.
- Porozmawiajmy o twojej karierze piłkarskiej. Jesteś wychowankiem Goplanii, później były m.in. Unia Janikowo i Wisła Płock. Który okres swojej kariery wspominasz najmilej?
- Każdego chyba piłkarza marzeniem jest debiut w ekstraklasie, grać jak najwyżej i mnie się to udało. Miałem udaną rundę w Unii Janikowo co zaowocowało zainteresowaniem Wisły Płock. Dlatego mogę powiedzieć młodszym chłopakom, że warto grać w piłkę warto się starać bo można się wybić nawet ze słabszej ligi. Nie miałem nigdy żadnych managerów, nikt mi nie pomagał... po prostu dobrą grą w Unii Janikowo przekonałem działaczy Wisły i tak znalazłem się w Płocku.
- Znasz obecnego szkoleniowca barcinian, miałeś okazję trenować już pod jego okiem?
- Nie jeszcze nigdy, jest to nasze pierwsze spotkanie, nie znamy się może bardzo dobrze ale przyjaźnię się z jego synem. Nie ukrywam, że śledziłem jego poczynania na trenerskiej ławce wtedy gdy prowadził Pogoń Mogilno czy ostatnio Ziemowit Osięciny i myślę że jestem na bieżąco.
- Który z trenerów wywarł największy wpływ na przebieg twojej kariery, może jest taki któremu zawdzięczasz najwięcej?
- Największym zaufaniem i największą szansę gry dał mi trener Maciej Bartoszek, który w wieku 28 lat ściągnął mnie do III -ligowego Zdroju. Wówczas potrzebował drugiego napastnika do grającego w Ciechocinku Dawida Nowaka. Myślę, że był to dobry ruch ze strony trenera i udany okres dla nas piłkarzy, bo z 27 bramek Zdroju obaj strzeliliśmy 23, co zaowocowało transferami odpowiednio moim do Unii, a Dawida do GKS Bełchatów. Mieliśmy dobrą passę i jeszcze raz powtórzę , warto się starać bo dobrą grą można awansować sportowo wyżej. Ówczesny trener Janikowa Czesław Jakołcewicz zauważył mnie w meczu przeciwko Unii, co zaowocowało transferem do tego klubu. Nawet w wieku 29 lat można być zauważonym i w tym wieku jeszcze coś osiągnąć.
Drugim trenerem, który wywarł na mnie wpływ jest obecny szkoleniowiec Cuiavii Inowrocław Mirosław Milewski. Podczas mojego pobytu w Wiśle Płock był drugim trenerem i ta znajomość trwa do dziś. Nie tylko pomagał mi jako piłkarzowi na boisku, ale pomagał i nadal to robi w życiu osobistym. Wiem, że jeśli szukam jakiejkolwiek pomocy to mogę być pewien że znajdę ją właśnie u niego.Wiele mu zawdzięczam.
- Krzysztof znamy twoją wartość i zawodnika z taką przeszłością piłkarską jeszcze w Barcinie nie było, czy to znaczy że mamy w klubie prawdziwą gwiazdę?
-(śmiech)... nie nie chcę, żeby chłopacy mówili o mnie jak o gwieździe bo nią nie jestem, jestem jednym z nich. Nigdy nie będę o sobie mówił, że gdzieś tam grałem, kopałem. Traktuję ich jak kolegów, nie będę się wywyższał. Od początku bardzo szybko nawiązaliśmy ze sobą dobry kontakt, znaleźliśmy wspólny język. Teraz jedynie grać i wygrywać.
- Czego życzyć Krzysztofowi Kretkowskiemu?
- Właśnie zwycięstw.
- A zdrowia?
- Owszem, chociaż fizycznie myślę, że wyglądam lepiej od niejednego młodego chłopaka...Chciałbym z powrotem cieszyć się z gry w piłkę, ponieważ po powrocie z Grecji nie był to udany okres dla mnie, w Unii ani w Olimpii trenerzy nie chcieli na mnie stawiać. Nie czułem się gorszy od innych, jestem zawzięty, taki mam charakter, ale odniosłem wrażenie, że prawdziwej szansy nie otrzymałem.
-W takim razie życzę Tobie byś cieszył się grą, odnosił jak najwięcej zwycięstw ze swoją nową drużyną oraz aby zdrowie dopisywało...
- Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję bardzo.
Rozmawiał Daniel Guza